w srodku jak mieszkanie mojej cioci. Chodzilam po tym domu i wygladalam
przez okna, bo czekalam na kogos, czy na cos...
W ktoryms momencie zobaczylam przez okno, ze idzie do mnie moja (zmarla
przed kilku laty) przyjaciolka w sukni slubnej...
Przyjechala winda, ktora zaraz zmienila sie w schody, po ktorych schodzily
dzieci i spiewaly (!) Mendelsona.
Gdzies jeszcze byla moja Mama i pytala, czy jestem zadowolona, a ja
przegladalam sie w lustrze...
Wierzycie w sny?
Co mam o tym myslec?
Chodzi mi to po glowie od rana...
Granie w literaki tego nie zaglusza :(
P.